Andrzej Chachuła – blog historyczny

3 czerwca 2023
Kategorie: Bez kategorii

Dziewice, Rozpustnice, i Wojna Stuletnia Część v

Opublikowano: 03.06.2023, 19:48

 

Inkwizycja

Termin „Inkwizycja” był używany od dawna na określenie procedury sądowej polegającej na wykrywaniu heretyków w danym kraju i na wykazywaniu im ich błędów. Jednak do czasów Grzegorza IX tylko biskup nakazywał wszczynanie postępowań przeciwko osobom podejrzanym o herezję a później to on je sądził i ewentualnie prześladował czyli:  rujnował, więził,  deportował czy wypędzał. Biskupi zajmowali się jednak tym dorywczo bo mieli wiele innych zajęć i obowiązków na głowie a poza tym zdarzali się niedbali, skłonni do niesubordynacji wobec papieża, skorumpowani, podatni na lokalne wpływy czy interesy, mogli być ignorantami albo mieć skłonność do arbitralnych procedur. Przy tym niezbędna była współpraca władzy świeckiej a ta niechętnie ingerowała, hrabiowie mało się przykładali do walki z herezją. Co prawda w  1022 roku spalono kilku heretyków w Orleanie ale zrobiono to na rozkaz Roberta Pobożnego i był to tylko odosobniony przypadek bez następstw.

Jednak ponieważ zagrożenie rosło to i więcej uwagi zaczęto poświęcać represjom, stawały się coraz poważniejsze i wreszcie papież Grzegorz IX wziął się za to poważnie  (na tronie papieskim 1227–1241r) zadecydował by trudne zadanie walki z herezją powierzyć specjalnie do tego celu powołanym ludziom dla których zawód „inkwizytora” byłby jedynym obowiązkiem. Nie chciał przydzielić biskupowi po prostu jeszcze jednego pomocnika i jako pierwszy postanowił powołać dostojników kościelnych których jedynym zadaniem miało być zajmowanie się inkwizycją. Ludzie ci oficjalnie mieli nosić miano Inkwizytorów i jako tacy mieli podlegać nie władzy biskupa lecz samego papieża. Odtąd biskupi mieli obowiązek by rozpatrywać sprawy w ścisłej zgodzie ze swoimi Inkwizytorami. Było to postanowienie rewolucyjne ponieważ zwykłego mnicha stawiało na równi z biskupem, przynajmniej w zakresie wykonywanych przez niego obowiązków, a w pewnej mierze nawet i ponad nim.

undefined

Papież i Inkwizytor

Z woli Świętej Siedziby tacy nieznaczni ludzie mieli dyskutować z pretensjonalnymi i błyskotliwymi biskupami jak równy z równym, wydawać wielkie osobistości na tortury, dysponować życiem i majątkiem  podejrzanych szlachciców którzy stawali przed nimi drżąc ze strachu. Pozwala to lepiej zrozumieć dlaczego lud który zazwyczaj gardził biskupami poważał Świętą Inkwizycję siejącą terror wśród bogatych i potężnych. Inkwizycja miała wielu przyjaciół i była lubiana przez lud ponieważ była jedynym organem zdolnym bezstronnie dobrać się zarówno do biednych jak i bogatych. Narzuceni biskupom Inkwizytorzy byli odpowiedzialni tylko przed papieżem i używali jednego kodeksu karnego bez względu na to w jakim kraju działali i w końcu stali się policją podlegającą bezpośrednio papieżowi, czyli Inkwizycją tak jak ją rozumiemy dzisiaj, której jedynym obowiązkiem było ściganie i eksterminacja heretyków, zawsze i wszędzie, bo na mocy decyzji soboru laterańskiego ratyfikowanej przez Aleksandra IV kompetencja Inkwizycji była uniwersalna, to znaczy że każdy heretyk nadawał się do pojmania, żywy czy martwy, obojętne gdzie i kiedy.

Był to ochrzczony renegat którego definiowano tylko ścisłą naturą jego herezji. Zatem Inkwizycja miała charakter międzynarodowy i w konsekwencji wystrzegała się mieszania do międzynarodowych i politycznych awantur by nie kompromitować swej reputacji. Niemożliwym było żeby ta instytucja sprawnie zadziałała gdyby Grzegorz IX nie miał już pod ręką ludzi do tego przygotowanych. Wywodzili się oni  z zakonu pod nazwą Bracia Zakonu Kaznodziejskiego, czyli Dominikanów, który powstał w 1218 roku kiedy to grupa mnichów uzyskała od papieża oficjalne uznanie dla swego ruchu kaznodziejskiego. Jego założycielem był święty Dominik który służył na południu Francji zwalczając herezję cierpliwością i głoszeniem kazań skupiając wokół siebie katolickie żywioły kraju. Działał tak skutecznie że w chwili jego śmierci w Europie istniało już 60 klasztorów Braci Kaznodziejów.

Wraz z zakonem żebraczym, czyli franciszkanami, tworzyli oni wielki ruch misjonarzy, bojowników o katolicką wiarę. Ich życie o surowości posuniętej aż do niedostatku, poświęcone głoszeniu płomiennych kazań, podobało się osobom młodym i energicznym pragnącym oddać się służbie bożej i ich szeregi rosły. Za swą misję uważali nie tylko dawanie przykładu w oddawaniu się modlitwie i dobrowolnemu ubóstwu ale przede wszystkim w przywracaniu dusz Bogu zwalczając zarówno herezje jak i religie pogańskie czy Islam. Nie mieli męczenników do opłakiwania. Święty Dominik który przemierzał heretyckie kraje cierpiał tylko wyzwiska a co najwyżej chłopi rzucali w niego kamieniami i nic gorszego mu się nie przytrafiło. Następcy Grzegorza IX bez przerwy protegowali Inkwizycję i wzmacniali ją swymi dekretami, zatwierdzali najdrobniejsze szczegóły procedury. Na ogół pozwalali jej robić swoje ale zawsze byli w stanie ją przyhamować gdy taka była ich wola.

Inkwizycja miała jurysdykcję na wszystkich tych którzy chcieli jej przeszkadzać. Szczyty jej chwały przypadły na czasy Katarów. Wówczas niebezpieczeństwo jakie groziło ze strony różnych aspołecznych ugrupowań które np. potępiały małżeństwo budziło taki strach że władze publiczne i biskupi bez zastrzeżeń z nią współpracowali. Późniejsze herezje takie jak popularne przepowiednie wędrownych mnichów, czy snujących się po drogach procesjami „biczowników”, czy też herezje wyrafinowanych scholastyków które przerastały prostaków, uznawano raczej za błahe i wielu władców zaczęło źle patrzeć na Inkwizycję, zbyt niezależną jak na ich gust, która słuchała tylko rozkazów Rzymu, a żałosny kryzys papiestwa w XIV wieku jeszcze podkopał jej autorytet. Inkwizycja żywiła się przede wszystkim owocami własnej pracy. Wyrokom zawsze towarzyszyły konfiskaty i to z tego źródła pozyskiwała środki na utrzymanie swej skromnej administracji która była pomyślana tak żeby wykonywać maksimum pracy przy minimum kosztów.

To co zostało szło na bogacenie się królów, książąt i panów doczesnych którzy dzięki temu byli motywowani do gorliwego zwalczania heretyków. Tak na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się bardzo mądre i dobrze przemyślane jednak pod warunkiem że było pod dostatkiem heretyków i to majętnych a z tym było coraz gorzej. Inkwizycja padała ofiarą własnych sukcesów bo liczba heretyków malała a ci co jeszcze się trafiali nie mieli już zasobnych sakiewek a często nie mieli nic oprócz życia. Szlachta i burżua którzy mogli dużo stracić na lekkomyślności rezygnowali z herezji. W latach 1430-tych dobre czasy Inkwizycji należały już do przeszłości. We Francji Inkwizycja ledwo wiązała koniec z końcem chociaż tamtejsi Inkwizytorzy byli w większości uczciwi i przekonani o słuszności swej sprawy mimo że wybrana przez nich kariera była pełna poświęceń a dochody przynosiła raczej mierne.

W Anglii była w trochę lepszej sytuacji bo tam było trochę wyclifistów do spalenia. Cierpiąca na niedobór pieniędzy Inkwizycja była skazana na zbiórki dobroczynne u biskupów, książąt lub papieża. Ci zaś z hipokryzją odbijali piłeczkę i przyznawali niewystarczające sumy. Ta deprecjacja Inkwizycji powodowała że biskupi zaczęli odzyskiwać utraconą częściowo władzę sądowniczą, zbyt często zaczęli podejmować inicjatywę w procesach przez co zaczynały dominować lokalne czy polityczne wpływy ze szkodą dla  sprawiedliwości takiej jak ją pojmowała Inkwizycja. To był jeden z powodów dla których podczas procesu Joanny nastąpiło tyle nieprawidłowości. Gdyby Inkwizycja cieszyła się w czasach Joanny takim poważaniem jak dawniej to nigdy nie pozwoliłaby żeby Joanna była trzymana w świeckim więzieniu, ta z pewnością wyrzekłaby się swych błędów i nie zostałaby spalona.

 

Procedura Inkwizycyjna

Procedura Inkwizycji z czasem zatriumfowała wszędzie bo okazało się że była dobra i skuteczna. Pojawiły się podręczniki do niej, takie jak dzieło Guy Foucoi,  prace Guillaume Raymont, Pierre Durand, Bernard de Caux, Jean de Saint-Pierre, czy ciesząca  się dobrą reputacją kompilacja Bernard Guy. Te jednak z czasem dezaktualizowały się i w XV wieku, w czasach Joanny d’Arc, najchętniej posługiwano się podręcznikiem Nicolas Eymerich Directorium Inquisitorum. Jest to usystematyzowany i jasny przewodnik o wyraźnie uniwersalnym charakterze, przy tym obiektywny i przeważnie bezosobowy, doskonale ułożony i opracowany pod kątem wykonywania obowiązków Inkwizytora. W jego aneksie znajduje się obszerny i cenny zbiór listów apostolskich i bulli papieskich które punkt po punkcie normalizowały świętą Inkwizycję począwszy od panowania papieża Innocentego III.

Directorium inquisitorum R.P.F. Nicolai Eymerici

Directorium Eymericha, wydanie z 1578 roku

Eymerich był katalońskim dominikaninem. W 1357 roku został Inkwizytorem Generalnym Katalonii, Aragonii, Walencji i Majorki na miejsce Nicolas Rossel który otrzymał nominację kardynalską. W 1367 mianowano go wikariuszem generalnym jego zakonu w królestwie Katalonii. Od 1371 roku był kapelanem papieża Grzegorza IX w Awinionie i został jego zaufanym człowiekiem a w 1377 roku udał się z nim do Rzymu co zakończyło „niewolę awiniońską” papieży. Od 1391 roku przewodniczył dominikańskiej kapitule generalnej. Swoje Directorium napisał za aprobatą papieża i zakończył gdzieś ok. 1376 roku. Można powiedzieć że jest to fundamentalny podręcznik Inkwizycji, wyraz najczystszej doktryny i najczystszej praktyki rzymskiej w tej dziedzinie. Powstały jego liczne manuskrypty a od 1503 roku był drukowany, później wydawany, w Rzymie w latach 1578, 1585,1587, w Wenecji w latach 1595, 1607.

Od 1585 roku był uzupełniony uczonymi aneksami prawnika kanonicznego Francisco Peria. Eymerich jest również autorem traktatu o naturach Chrystusa, komentarzy o św. Janie i polemicznych dzieł przeciwko Lulle i jego uczniom.  Jednak procedura inkwizycyjna była utajniona a oskarżeni, a nawet adwokaci, nie mieli dostępu do podręczników z których znali tylko to co inkwizytor uznał że jest uprawniony by im przekazać i to po skrupulatnym rozpatrzeniu. W jurysdykcji królewskiej  było inaczej ale tam znajomość prawa królewskiego  przez przestępców i adwokatów utrudniała postępowanie. Dlatego dostęp do tego podręcznika można było uzyskać dopiero po złożeniu przysięgi że pod karą ekskomuniki niczego się nie rozpowszechni. Nawet oskarżony uwolniony z braku dowodów był obowiązany pod karą ekskomuniki niczego nie ujawniać z tego co widział i słyszał. Miało to sens bowiem gdyby heretycy dokładnie wiedzieli na podstawie jakich ustaw się ich sądzi to niejednemu udałoby się wymknąć.

Podręczniki Inkwizycji nie były również dostępne dla biskupów którzy mieli zupełnie inną literaturę w swych bibliotekach i musieli zadowalać się ogólną znajomością procedury. Oczywiście miejscowy biskup miał prawo śledzić dochodzenia osobiście lub przez swego przedstawiciela, dossier procesu było do jego dyspozycji  a zasięganie jego opinii co do stosowania tortur i wydania wyroku było obowiązkowe, jednak w praktyce byli zdani na obdarzanie zaufaniem Inkwizytorów i na współpracę z nimi ci bowiem  dysponowali Directorium. Tylko papież miał prawo odwołać Inkwizytora, ten natomiast miał pełne prawo procedowania zarówno przeciwko kapłanom jak i duchownym usuniętym ze swego stanu, poza tym donosił kurii rzymskiej na niedbałych legatów, nuncjuszy i biskupów.

W kompetencjach Inkwizytorów były tylko 2 wyjątki: Inkwizytor nie mógł sądzić drugiego Inkwizytora i nie mógł sądzić papieża. Według Directorium, aprobowanym zresztą przez samego papieża, papież heretyk mógł być skazany tylko przez sobór powszechny lub przez konsystorz kardynałów. Zresztą Inkwizycja była nieufna wobec biskupów. Wynika to również z owego podręcznika Eymericha gdzie na przykład w artykule 53 jest taka rada: „…proponuję żeby sumy zebrane w ten sposób szły bezpośrednio do Inkwizytora a nie wpadały pod władzę biskupów o chciwych rękach i zasznurowanej sakiewce (tenaces manus et marsupia constipata)” a ta rada musiała być napisana za  milczącym przyzwoleniem papieża Grzegorza IX. Dzięki takim środkom ostrożności Inkwizytorzy unikali, znowu cytat: „dawania najpiękniejszej broni ze swego arsenału biskupom którzy mogli nią zadać krwawy cios”.

Fragment w którym biskupi są traktowani jak złodzieje i chciwcy znajduje się w kolejnych wydaniach podręcznika Eymericha. W praktyce sądowej biskupi i Inkwizytorzy nie byli do siebie najlepiej nastawieni. Biskupi świeccy nigdy nie wybaczyli Inkwizytorom tego że ci pozbawili ich połowy wymierzania sprawiedliwości represyjnej zwyczajnej na korzyść sprawiedliwości papieskiej i klasztornej. Ogólnie rzecz biorąc procedura inkwizycyjna w XV wieku składała się z dwóch wyraźnie oddzielnych faz. Pierwszą był proces przygotowawczy, drugą proces zwyczajny nazywany tak dlatego że włączony był do niego trybunał zwyczajny  biskupa którego obowiązkiem było pilnowanie wiary i ściganie heretyków przy wsparciu władzy cywilnej. Krótko mówiąc proces przygotowawczy był poświęcony dochodzeniu w sprawie i składał się z dwóch etapów.

W pierwszym trybunał badał materiały o podejrzanym o „hańbę herezji”. W tym celu zbierał wszystkie świadectwa i wszystkie możliwe informacje by rozstrzygnąć czy są przesłanki do rozpoczęcia czynności. Jeżeli oskarżenia okazały się wystarczająco poważne i spójne to przechodzono do drugiego etapu, czyli zatrzymywano podejrzanego i przesłuchiwano go a uprzednio zebrane materiały były przewodnikiem w tych przesłuchaniach. Zeznania złożone przez oskarżonego ostatecznie oświecały sędziów. Na tym etapie rzadko zdarzało się by oskarżony został tymczasowo zwolniony z powodu wątpliwości. Jak tylko trybunał doszedł do wniosku że rozpoznał sprawę i uznał że sprawa może zostać rozpoczęta to prokurator, nazwany w tym przypadku „promotorem”, redagował w należnej formie akt oskarżenia. Odczytanie aktu oskarżenia przez „promotora” otwierało proces zwyczajny.

Oskarżony który mógł wówczas, bardzo ewentualnie, poprosić o asystę adwokata, był proszony o uznanie ważności oskarżeń  ustalonych przeciwko niemu. Rozważano tu 3 przypadki:
1- Najczęściej oskarżony okazywał się wyrozumiały, uległy i skruszony. Trybunał skazywał go wówczas na stosowną karę, czy może raczej pokutę, o skrajnie różnej naturze i surowości. Ta pewna dowolność była przemyślana bowiem pozwalała nie tylko przypisać karę przestępstwu ale też ta kara miała być dostosowana do winnego którego usiłowano sprowadzić na właściwą drogę, chodziło o to by ukarać go we wrażliwym dla niego punkcie a na przykład nie robić z niego męczennika bo jemu mogło o to chodzić.
2 – Oskarżony uznawał za tytuł do chwały to że jest heretykiem i oświadczał że woli śmierć niż powrót na łono Kościoła. Jeżeli upierał się przy swoim błędzie to trybunał dawał mu satysfakcję i przekazywał go w świeckie ręce. Jest zrozumiałe że taka postawa, która czyniła tortury bezużytecznymi, była rzadka.
3 – Oskarżony ostentacyjnie zapewniał o swojej ortodoksyjności ale nie uznawał zasadności jakiegoś paragrafu z aktu oskarżenia. Jest to postawa dość często stosowana przez uparciuchów lub szczwanych. Jeżeli oskarżony się przy tym upierał i jeszcze zachowywał się niepoprawnie to kończył na stosie. W takich przypadkach obowiązkiem trybunału było stosowanie wszystkiego by przekonać zarozumialca że idzie fałszywą drogą a tortury mogły go przywołać do chrześcijańskich uczuć. Gdy tak się stało to wracano do pierwszej hipotezy w której oskarżony podlegał zwykłej karze która jednak w tym wypadku była zaostrzona z powodu trudności które oskarżony stworzył swym postępowaniem. Sprawiedliwość wymaga zapłaty za wszystko.

W owym Directorium jest rozdział „Skazanie heretyka przekonanego do herezji który jednak nigdy się do niej się nie przyznał”. Znane są komentarze kanonisty Pena co prawda z XVI wieku ale można uznać że tych zasad przestrzegali Inkwizytorzy w XV wieku. Według tych komentarzy oskarżonego który długo upierał się przy swym błędzie należało kusić do okazania skruchy by w ten sposób ocalić mu życie. Była to sytuacja tym powszechniejsza że trybunał w swej dobroci często zadowalał się czysto formalną skruchą której szczerość miała wykazać dopiero przyszłość. Ten rozdział uzupełnia inny, czysto praktyczny: „10 sztuczek heretyków by odpowiedzieć niczego nie wyznając” za którym jest rozdział „10 sztuczek Inkwizytora by udaremnić sztuczki heretyków”. Cyfra 10 jest tu sztucznie narzucona i wybrana została by zadowolić rozum uformowany w dobrej szkole.

W paragrafie o 10-ciu sztuczkach Inkwizytora  jest np. sztuczka nr. 8, gdy heretyk upiera się przy zaprzeczaniu. Inkwizytor miał wówczas słodko i łagodnie do niego przemawiać, kazać go dobrze karmić i poić oraz wprowadzić w jego otoczenie kilku bardzo wierzących którzy mieli z nim często rozmawiać o tym i owym. Ci bardzo wierzący mieli przekonać oskarżonego by się przed nimi otworzył i rozmawiał z nimi w pełnym zaufaniu i przeważnie im się to udawało. Wtedy zaczynali mu radzić by wyznał prawdę, przyrzekać że Inkwizytor go ułaskawi i że oni sami zostaną jego adwokatami przy Inkwizytorze. W razie potrzeby Inkwizytor osobiście udawał się z tymi dzielnymi wiernymi do celi heretyka i przyrzekał mu że go ułaskawi a nawet przyrzekano mu że jeżeli oskarżony wyzna prawdę i poprosi o łaskę to zrobi się dla niego więcej niż sam o to prosi i nie kryło się za tym żadne nadużycie bo wszystko co służyło nawróceniu heretyków wynikało z troski o ich duszę, było zatem łaską, również kary bo były lekarstwem.

W ten sposób dzięki słowom tyle niewyraźnym co ogólnym można było uzyskać kompletne zeznania i nawrócenie heretyka. Takie właśnie odwieczne metody policyjne były skodyfikowane w papieskim traktacie procedury zredagowanym na użytek wszystkich Inkwizytorów Europy. Traktowano to jako świadectwo miłosierdzia Kościoła i papieża bo przecież gdyby podstępy się nie udały to konieczne byłyby tortury przed którymi Kościół zawsze się wzdragał chociaż oficjalnie zniósł je dopiero papież Pius VII w 1816 roku. Były opisane i inne przypadki, na przykład taki że oskarżenie ciążyło na niewinnym który jednak chcąc  uniknąć kary przyznawał się dla świętego spokoju do herezji której tak naprawdę nie popełnił: nie lepiej przyznać się do tego czego się nie popełniło i pozostać żywym niż nie przyznać się i zostać spalonym? Takie przypadki były rzadkie ale się zdarzały.

Inkwizytorzy jednak uważali że grzech polegający na zniesławieniu samego siebie jest gorszy niż zniesławienie kogo innego a najgorszym jest niesłuszne oskarżenie samego siebie o najgorszy grzech jakim jest herezja. W konsekwencji chociaż boleli nad koniecznością posłania na stos człowieka nieskazitelnego to jednak skazywali takiego niewinnego który przyznał się do swej niepopełnionej winy tylko po to by uniknąć śmierci. Inkwizycja wolała wysłać niewinnego na stos niż patrzeć jak kłamca chodzi po świecie. W komentarzach była poruszana również sprawa spowiedzi i, ogólnie, dopuszczanie oskarżonych do sakramentów. Directorium zalecało rozstrzygnięcie tego problemu według zdrowego rozsądku bowiem dopuszczenie oskarżonego o herezję do sakramentu kryło w sobie ryzyko profanacji a sakramenty mogły być tylko zadośćuczynieniem za pogodzenie się z Kościołem.

Jednak wielu obwinionych prosiło o spowiedź sędziego lub asesora w naiwnej nadziei że ich spowiedź, szczera czy kłamliwa, wykaże ich niewinność. Mylili się bowiem Inkwizycja działała jako „trybunał zewnętrzny” (for externe), czyli jako jurysdykcja ludzkich przewin. Natomiast spowiedź leży w kompetencjach „trybunału wewnętrznego” czy też trybunału sumienia (for interne), gdzie sędzią jest tylko sam Bóg. Obie dziedziny, to znaczy jurysdykcja kryminalna i dziedzina sakramentów, nie powinny być mieszane toteż Inkwizytorom oraz biskupom nie wolno było spowiadać, zresztą podręcznik rzymski Eymericha przewidywał inne środki niż niepewna spowiedź.

Jednak surowa nietolerancja Inkwizycji nie do końca wynikała z walki z herezją a represje przez nią stosowane wynikały jeszcze z tego że wielu heretyków było wychowywanych w katolicyzmie i ci wyobrażali sobie że są lepszymi katolikami od innych. Istniała obawa że gdyby ci ludzie w wyniku jakiegoś krwawego chaosu wzięli gdzieś górę to ich katolicka nadgorliwość popchnęłaby ich do jeszcze gorszej nietolerancji. Paląc uprzednio ich zapobiegało się paleniu przez nich innych bo ci tak postępowaliby ze swoimi ofiarami gdyby doszli do głosu.  Przecież i Joanna groziła husytom. By zabić nietolerancję trzeba by zabić samą wiarę ale wówczas świat byłby już inny. Uczucia religijne są najskuteczniejszym lekarstwem na frustrację.

 

Więzienie i represjonowanie heretyków

W Directorium Eymericha pisze że zarówno biskup jak i Inkwizytor powinni mieć, każdy z nich,  własne więzienie. W więzieniu biskupim strażnik składał przysięgę biskupowi i był przez niego opłacany, analogicznie było w więzieniu inkwizytorskim. W tych więzieniach byli przetrzymywani ci heretycy którzy nie byli jeszcze osądzeni, czyli podejrzani lub oskarżeni. Natomiast ci co mieli odbywać karę odbywali ją w więzieniu wspólnym, czyli w takim gdzie jedni strażnicy składali przysięgę biskupowi, drudzy Inkwizytorowi. To tam osądzeni odbywali karę i to tam odbywały się tortury, jeżeli postanowiono o ich zastosowaniu. Takie więzienia były na przykład w Tuluzie i Carcassonne gdzie nazywano je „mury” ponieważ ich cele znajdowały się wzdłuż wspólnych budynków biskupa i Inkwizycji. W praktyce jednak najczęściej spotykane było więzienie wspólne w którym strażnicy byli opłacani przez biskupa bowiem Inkwizytorzy, sami źle opłacani, nie mieli na to środków, czyli było to raczej więzienie biskupie.

La délivrance des emmurés de Carcassonne. Jean-Paul Laurens, 1879.

Uwolnienie więzionych z więzienia typu „mur” w Carcassone

Nie miało to jednak wielkiego znaczenia ponieważ biskup nie śmiałby wtrącić tam podejrzanego czy oskarżonego bez zgody Inkwizytora. Tak naprawdę więzienia kościelne nie były takie straszne jak się powszechnie uważa a niektórzy uważali je nawet za zbyt łagodne bowiem często się zdarzało że dobre serce Inkwizytora, szczególnie gdy w grę wchodziły tortury czy maltretowanie, kazało mu interpretować teksty z ewangeliczną łagodnością i nawet skazani na dożywocie jeżeli choć trochę zachowywali się poprawnie to rzadko siedzieli dłużej niż 3 lata. To dlatego wszystkie podręczniki inkwizycyjne zawsze mówiły o maksymalnym rygorze i np. wdł Directorium Eimericha więzienie w którym skazany miał odbywać karę miało być „straszliwe”. Należy to rozumieć tak że było dużo bardziej pomyślane jako miejsce dolegliwe dla więźniów niż miejsce długiego ich bytowania.

Z takiego wyolbrzymiania surowości więzień Inkwizytor miał dwie korzyści. Po pierwsze wiedział że, gdy zajdzie taka potrzeba, papież pozwala mu się daleko posunąć w surowości i że nie będzie musiał się z tego przed nikim tłumaczyć. Po drugie podręczniki, mimo przysiąg, padały jednak ofiarą niedyskrecji to zaś pomagało w rozpowszechnianiu pogłosek że sprawiedliwość Inkwizycji jest niezwykle surowa to zaś odstraszało heretyków. Tekst Eymericha dobrze ilustrował wspólnictwo między biskupami a Inkwizytorami bo koniec końców i jedni i drudzy byli solidarni nie tylko w sprawach tortur i wydawanych wyroków ale również w aplikowaniu kar. Współpraca między Inkwizytorami a papieżem i biskupami trwała przez cały czas istnienia Inkwizycji, czyli prawie przez 600 lat bo od początku XIII wieku aż do wieku XVIII.

Niektórzy historycy skłonni do oczerniania Inkwizycji pomijają tą współpracę a przecież bez niej Inkwizycja nie mogłaby funkcjonować. W każdym razie w jurysdykcji kościelnej jasnym było że od czasu jak trybunał Kościoła zajął się podejrzanym to ten musiał być zamknięty w więzieniu biskupim lub Inkwizytorskim, czyli kościelnym.  To samo dotyczyło oskarżonych i skazanych. Eymerichowi nawet przez myśl nie przeszłaby skandaliczna możliwość że władza świecka mogłaby przetrzymywać więźniów podlegających sądowi biskupa czy Inkwizytora.

 

Joanna w Rouen

Eskorta z Joanną przybyła do Rouen 23 grudnia 1430 roku. Umieszczono ją w wieży tamtejszego zamku Bouvreuil który stał przy murach miasta, zatem nie prowadzono jej przez miasto i w ten sposób pozbawiono zawiedziony lud widowiska. Jednak o ile w Beaurevoir była traktowana dość wielkodusznie, chociaż stale próbowała uciekać, to w wieży w Rouen zakuto ją w łańcuchy  chociaż poza tym dobrze ją traktowano. W każdym razie próby ucieczek się skończyły. Dowódcą angielskiego garnizonu był tam Richard Beauchamp, hr. Warwick, który był odpowiedzialny za pilnowanie Joanny. Przebywał tam również młodziutki Henryk VI ponieważ Warwick był jego wychowawcą. Warwick miał również zabezpieczać materialne potrzeby procesu. Na razie jednak oczekiwał na biskupa Winchester, kardynała Beaufort, stryjecznego dziadka młodego króla i kanclerza Anglii, który miał przybyć by zagwarantować swoim moralnym autorytetem nieskazitelność procedury.

RichardWarwickRous.jpg

Richard Beauchamp, hr. Warwick z małym Henrykiem VI

W Rouen przebywał również biskup Pierre Cauchon któremu zależało żeby z procesu Joanny zrobić widowisko, i był dobrej myśli. Wprawdzie miał obowiązek prowadzić proces tylko w ścisłej współpracy z Inkwizytorem jednak był dobrze widziany na dworze w Rzymie, poza tym Marcin V, papież z rodu Colonna, żywił naturalną sympatię do Anglików którzy podczas schizmy nigdy nie uznawali papieży francuskich, a szczególnie do Lancasterów którzy z taką gorliwością palili heretyków Wyclifa, zatem Cauchon mógł się spodziewać że narzucony mu przez Inkwizycję współpracownik nie sprawi mu kłopotów. Poza tym dawało się zauważyć że ojcowie z Poitiers byli pobłażliwi wobec Joanny, natomiast uczciwość i kompetencje jego, Cauchon, niezaprzeczalne, reputacja Uniwersytetu Paryża nieskazitelna, oddanie Lancasterów Rzymowi i Wierze niewątpliwe. To wszystko pozwalało oczekiwać że proces będzie miał przykładny charakter.

Jednak mimo wszystko rzucało się w oczy że będzie miał charakter polityczny a wiadomo że polityka i sprawiedliwość nie idą w parze. Był to problem dla Inkwizycji ponieważ ta wystrzegała się kompromitowania swej reputacji mieszaniem się do awantur międzynarodowych i politycznych toteż vice-inkwizytor Jean Le Maistre miał zamiar wyrazić zgodę na reprezentowanie Inkwizycji dopiero po usilnych prośbach i najchętniej odgrywałby w nim rolę z głębokiego cienia. To urządzało Cauchon bo spodziewał się że dzięki temu bez trudu zajmie na nim pierwszoplanowe miejsce a Inkwizycja chętnie to zaakceptuje bo dzięki temu to on będzie odpowiedzialny za chwałę lub porażkę sprawy a w obu przypadkach Inkwizycji będzie to dotyczyło w minimalnym stopniu, co ją wręcz uszczęśliwi.

 

Przygotowania do procesu

Bedford pozostawił Joannę trosce Warwicka. Był nią zakłopotany bowiem na początku stycznia 1431 roku jego żona, Anne de Bourgogne wraz z kilkoma szacownymi matronami sprawdziły dziewictwo Joanny, stwierdziły że jest dziewicą i ją polubiły. Warwick z kolei nie uważał jej za pospolitą oskarżoną, uważał ją za heretyczkę ale też za wojskowego dowódcę wziętego do niewoli podczas walk w których Anglicy ponieśli ogromne straty i z tego powodu jej wydostanie się z niewoli byłoby dla nich psychologiczną katastrofą. Gdy Karol VII i jego banda „armaniaków” przyjmowali Joannę do siebie to gonili resztkami sił a gdy się pojawiła na polach bitew to wojna rozgorzała z taką siłą że jej końca już nie było widać. Dla Warwicka była wcieleniem Szatana który opuścił piekło po to by ukarać szlachetną Anglię za grzechy, czarownicą, która niezadowolona z tarzania się we krwi zwykłych „yeomen” przyniosła nieszczęście najszlachetniejszym Anglikom takim jak Glasdale z jego walecznymi towarzyszami, biednemu Suffolk który tak kochał Francję i pisał po francusku tak piękne wiersze a który pod Jargeau trafił do niewoli.

Walecznemu Talbotowi i dzielnemu Scales którzy zginęli pod Patay skąd przezornemu Falstaffowi tylko cudem udało się uciec.
3 stycznia 1431 roku biskup Cauchon otrzymał królewski list (czyli od regenta Bedforda), w którym po zwykłych formułkach pisało że [król] chce być posłusznym władzy świętego Kościoła jako jego pokorny syn i będzie czynił zadość żądaniom i prośbom szacownego ojca  (czyli biskupa Cauchon) oraz apelom doktorów i magistrów Uniwersytetu Paryża, dalej zaś że [król] wydał rozkazy by za każdym razem kiedy biskup sobie tego zażyczy Joanna była doprowadzana przed niego przez jego ludzi i urzędników którzy jej strzegą by mógł ją przesłuchać, wybadać i wytoczyć jej proces według Boga, rozumu, praw boskich i świętych ustaw. Dalej jednak pisało że intencją króla jest by odebrać ją z powrotem gdyby nie dało się jej przekonać albo gdyby oskarżenia jej nie dotknęły albo w obu tych przypadkach razem albo jeszcze w innych dotyczących wiary.

Ten list był podpisany przez notariusza Wielkiej Rady  Bedforda, Jean Rinel, który był mężem siostrzenicy Cauchon, Guillemette Bidault, zatem była to również sprawa rodzinna. Wystawiał sumienie Inkwizytorów, w tym samego Graverent, na ciężką próbę. To że król zastrzegał sobie że odbierze Dziewicę gdyby ta nie została skazana za herezję inkwizytorzy mogli zaakceptować bo była zdobyczą wojenną która króla dosyć drogo kosztowała a było bardzo możliwe że zostanie skazana tylko na pokutę. Jednak nie mogli zaakceptować tego fragmentu listu w którym król pisał że jego funkcjonariusze stawią oskarżoną przed Cauchon za każdym razem gdy ten tego zażąda bo z tego jednoznacznie wynikało że król nie miał zamiaru godzić się by podczas procesu była przetrzymywana w kościelnym więzieniu.

Umieszczenie Joanny w świeckim więzieniu było ogromnym odstępstwem od reguł jakimi kierowała się Inkwizycja ale też było złowrogie dla oskarżonej bo dzięki temu Anglicy mogli ją maltretować, terroryzować i manipulować nią jak chcieli. Poza tym było to niespotykane dotąd naruszenie jednego z najbardziej niewzruszonych przywilejów kościelnych, czyli: „dla procesu Kościoła, kościelne więzienie”. Ale była teoria ale były też i fakty. W Rzymie dużo się mówiło o przestrzeganiu reguł ale papież w gruncie rzeczy był zdania że niekiedy realia należy stawiać wyżej od reguł które w takim przypadku traktowano jak wskazówkę. To ogromne odstępstwo od reguł jakim było umieszczenie Joanny w świeckim więzieniu było głównym powodem dla którego Inkwizycja starała się ograniczać swój udział w tym procesie. Brak gorliwości łagodzi wyrzuty sumienia ale o ile Inkwizycja nie miała zamiaru wykazywać się gorliwością w tej sprawie to jeszcze mniej życzyła sobie rozwścieczenia Bedforda przez jakieś obraźliwe niedomówienia czy kłopotliwe uwagi.

Zresztą Warwick, który bezpośrednio nadzorował Dziewicę, ostentacyjnie demonstrował swą pobożność. Cauchon, chociaż z góry przekonany o winie Dziewicy, też nie był zadowolony z tego że Joannę więziono w świeckim więzieniu i gdyby to od niego zależało to zaraz po jej przybyciu do Rouen zostałaby zamknięta w biskupim więzieniu pod opieką kapituły. Jednak stanął wobec dylematu: albo zrezygnować z procesu w takich warunkach albo mimo wszystko go prowadzić. Zdecydował się na to drugie bo i tak nie mógł wymusić na Anglikach by ci umieścili ją w kościelnym więzieniu ponieważ mieli swoje powody by na to nie pozwolić.

Jednak było wykluczone żeby proces o takim rozgłosie był splamiony poważnymi nieprawidłowościami bo te mogłyby mu zrobić fatalną reklamę toteż większość z tych których zebrał Cauchon to byli specjaliści którzy nie byli ani sprzedajni ani też nie kierowali się namiętnościami, zatem nie byli skłonni do zaakceptowania byle czego. By zrealizować swój plan Cauchon musiał wziąć na siebie obowiązek prowadzenia pozornie przykładnego procesu ale robić to inteligentnie bowiem poważne i odrażające odstępstwa od reguł oznaczały doprowadzenie do jego nieważności.

 

Sytuacja Kościoła Rzymskiego na pocz. 1431r

Na początku 1431r papież Marcin V był umierający. Jego życie było na łasce pierwszego ataku apopleksji. Jego pontyfikat nie należał do najszczęśliwszych. Miał kłopoty z bandą swoich siostrzeńców i bratanków których jako dobry Colonna wzbogacił różnymi ochłapami wynikającymi z rzekomych wymogów wielkiej polityki i ci sprawiali mu coraz więcej kłopotów. Przed 7 laty  zgodził się na zebranie soboru który pierwotnie miał się zebrać 1 lutego 1431 roku w Bazylei (Bale). Zatem od początku 1431 roku maszerowały tam ogromne rzesze ojców z całej Europy. Ta gorączka soborowa nie była po myśli papieża bo trudno było przewidzieć jakie decyzje sobór podejmie. Wiadomym jednak było że Kościół wymagał reform i w przewidywaniu śmierci Marcina V rozrastała się partia reformatorska która chciała nałożyć tiarę kardynałowi Sieny, Wenecjaninowi, Gabriele Condulmer.

Jednak przyszłego papieża oczekiwały niezwykle trudne zadania. Reformowanie Kościoła nie było jego jedyną troską bo były pilniejsze. Musiał okiełznać zbierający się sobór bowiem było wiadomym że ten, tak jak poprzedni synod w Konstancy, będzie dążył do ustanowienia i utrzymania stałej opieki nad papiestwem. Kardynał Condulmer zamierzał wziąć to zgromadzenie w cugle z iście wenecką przebiegłością przemieszczając ojców z jednego miasta do drugiego pod różnymi pretekstami bo wiedział że zaraz znajdą się marudy co nie będą chcieli się przeprowadzać a z porozdzielanym geograficznie soborem można już było sobie poradzić. Musiał znaleźć zasoby finansowe które partykularyzmy narodowe uczestników soboru w Konstancy zniweczyły przy interesownym wspólnictwie królów.

To zaś oznaczało że musiał zaprowadzić porządek w Państwach Kościelnych tak długo pozostawianych w nieładzie by i stamtąd uzyskiwać pieniądze. Musiał rozpędzić jad Wyclifa i jego kompana Jana Husa. Jednak przede wszystkim chciał ułożyć stosunki z greckimi schizmatykami by ratować nie tylko Konstantynopol ale przede wszystkim swoją ukochaną Wenecję przed straszliwym niebezpieczeństwem tureckim.

 

Motywacje stron

Taktyka Cauchon i jego przyjaciół z Uniwersytetu Paryża zmierzała do tego by cierpliwą łagodnością i słodyczą przekonać Joannę by dobrowolnie wyrzekła się swych Głosów bo wtedy runąłby cały mit jaki wokół niej powstał. Ta metoda w umyśle Cauchon była najbardziej szkodliwa dla reputacji Karola VII. Bedford zaakceptował taką politykę z braku lepszej jednak pozostawił swobodę działania Warwickowi który miał działać tak żeby wyszło jak najlepiej. Ten nie do końca był przekonany do polityki Cauchon a to on rozkazywał w Rouen i miał wolny dostęp do Joanny, nie raz z nią rozmawiał i o wiele lepiej niż Cauchon poznał jej osobowość, mógł zatem skutecznie na nią wpływać. Doceniał zalety przesłuchiwania jej przy pomocy łagodnej perswazji i przestrzegania jakichś reguł procesowych bo istniało ryzyko że  jeżeli umrze jako skazana za herezję to będzie się mówiło że to polityka doprowadziła do jej śmierci i sprawa Karola VII by na tym zyskała bowiem historia uczy że fabrykowanie męczenników bez absolutnej konieczności jest niebezpieczne.

Jednak bynajmniej nie życzył sobie by wyrzekła się swych Głosów tak jak tego chciał Cauchon bowiem uważał że interes państwa wymagał by Dziewica została uznana za czarownicę przebraną za niewinną wiejską dziewczynę ponieważ angielskich żołnierzy nie obchodziło czy Dziewica wyrzecze się Głosów czy nie. Byli przekonani że czarownice są niczym jadowite węże mogące ukąsić w ostatniej chwili życia a ich zdolności do ucieczki są niewyobrażalne i mogli odzyskać morale dopiero po wrzuceniu do rzeki prochów czarownicy, poza tym gardzili hałastrą duchownych mrowiących się na procesie. O ile na kontynencie procesy o czary były wówczas bardzo rzadkie to Anglicy byli jeszcze pod wrażeniem Wyclifa i lollardów, ścigali czary z wielką powagą i mocno w nie wierzyli.

Zresztą kto wie czy dla Joanny nie było to najlepsze wyjście bo gdyby się pojednała z Kościołem i uzyskała od trybunału tylko karę więzienia to bez wątpienia odbywałaby ją w więzieniach angielskich. Byłoby to rażącym zamachem na przywileje Kościoła i na pewno podniósłby się krzyk ale nie wiadomo czy skuteczny a w angielskim więzieniu nie oszczędzono by jej żadnych cierpień i nie wiadomo czy wyszłaby z niego żywa. Jednak niezwykle ważne było tło polityczne procesu. Tak się złożyło że proces rozpoczął się zaraz po śmierci papieża Marcina V który zmarł 20 lutego 1431 roku no i otworzyła się sprawa sukcesji po nim. Stronnictwo które widziało na tronie papieskim swego przywódcę, kardynała Sieny (ten istotnie został papieżem 3 marca 1431 roku jako Eugeniusz IV) miało również przeciwników którzy tego nie chcieli a do nich należał niewątpliwie Cauchon. Poza tym niedługo potem miał rozpocząć się Sobór w Bazylei. Ta zbieżność dat mogła nie być przypadkowa. W XIX wieku analizował te wydarzenia Fulbert Petit (biskup Puy w latach 1887-1894).

Doszedł do wniosku że Joanna została skazana przez ludzi którzy później, na soborze w Bazylei, chcieli powrotu Wielkiej Schizmy a wyrok skazujący Joannę miał być takim na jaki (według nich) zasługiwał Eugeniusz IV. Inny Autor R.P Ayroles pisze w swym monumentalnym dziele że zarzuty na podstawie których skazano Joannę  były przypisywane Eugeniuszowi IV, chociaż w Rouen byli również tacy co pilnowali interesów Eugeniusza IV. Innymi słowy: obrońcy Joanny byli w istocie obrońcami Eugeniusza IV a Cauchon był mu niechętny, chociaż w trybunale sądzącym Joannę nie brakowało takich którym wyłącznie zależało na sprawiedliwości. Do stronnictwa niechętnego Eugeniuszowi IV należał też Uniwersytet Paryża który odegrał w procesie Joanny bardziej złowrogą rolę niż Anglicy bo to z tego prestiżowego ciała, który uważał się za nieprzejednanego strażnika wiary, wywodzili się najbardziej wpływowi spośród tych co ją sądzili.

 

Wdrożenie postępowania przygotowawczego

9 stycznia 1431 roku zostało oficjalnie wdrożone postępowanie przygotowawcze w sprawie Joanny. Śledczy zbierali o niej informacje w regionie Domremy i w innych miejscach. Niewiele dały. Co prawda badania robiono w pośpiechu ale ich rezultaty pewnie nie byłyby lepsze gdyby poświęcono im więcej czasu. Dla ludności Domremy i okolic Joanna była okoliczną sławą która uwolniła ich od podatków a po tym jak opuściła swoją wieś to, siłą rzeczy, kontaktowała się tylko ze swoimi sympatykami. Z wielkim trudem zebrano parę wskazówek potwierdzających podejrzenia o czary jednak te świadectwa były wątpliwe i z drugiej ręki, często stronnicze. Za to aż nadto dobrze znana była jej działalność publiczna, jej pisma i wypowiedzi, prawdziwe czy też przypisywane jej. Można ją było zatem uznać za osobę  publiczną i miała być sądzona jako taka, to znaczy przede wszystkim na podstawie jej działalności publicznej i tego co sama zezna, dobrowolnie czy nie.

Dossier takich oskarżonych składało się przede wszystkim z protokołów zeznań ich samych potwierdzonych przez notariusza a na końcu z aktu oskarżenia i wyroku. Zeznania obrończe brano pod uwagę tylko wówczas gdy jasno zaprzeczały zeznaniom obciążającym co się jednak rzadko zdarzało bowiem zeznania obciążające były prawie zawsze dokładne i prawdziwe ponieważ świadek zeznawał pod przysięgą to co widział i słyszał albo o jakichś pogłoskach które trybunał weryfikował. Fałszywe zeznania były surowo karane, szczególnie gdy zmierzały do uniewinnienia winnego. No i o ile sam oskarżony mógł być poddany torturom tylko na podstawie wspólnej decyzji Inkwizytora i biskupa to każdy z nich z osobna mógł nakazać torturować niegodnego świadka który upierał się przy milczeniu lub nie chciał zeznać tego co wie.

Zeznań obciążających nigdy nie było w dossier bo inaczej nikt nie ośmielałby się zeznawać z obawy przed zemstą a podczas wojny domowej i religijnej dyskrecja musi być przestrzegana bardziej niż kiedykolwiek. Inkwizytor czy biskup ujawniając zeznania popełniliby bardzo poważne przestępstwo. Oskarżony nie wiedział kto przeciwko niemu zeznawał a mówiono mu o takim czy innym zeznaniu tylko w razie absolutnej konieczności. Wówczas odczytywano zresztą tylko kopię z której usunięte były wszelkie szczegóły mogące naprowadzić na ślad świadka, takie jak dzień, godzina, okoliczności. Directorium Eymericha długo omawia ten kapitalny problem i wymienia 6 niezwykle przemyślnych metod mających na celu ukrycie tożsamości świadka przed oskarżonym. Sprawdzona reguła wymagała by podejrzany aż do końca przesłuchań był utrzymywany w gęstej mgle którą dopiero akt oskarżenia częściowo rozwiewał ale zanim to nastąpiło oskarżonego poddawano krzyżowemu ogniu pytań o bardzo różnej naturze i wadze których chaotyczność oszałamiała go ostatecznie.

Nie wiedząc dokładnie jakie oskarżenia na nim ciążyły trudno mu było unikać pułapek.  Inkwizycja uważała że jest to najlepszy sposób na wydobycie prawdy. Uważała też że oskarżony nie potrzebuje bynajmniej adwokata a przyznanie mu go to łaska a nie prawo. Zresztą w systemie inkwizycyjnym adwokat ściśle współpracował z trybunałem i jeżeli przydzielano go oskarżonym to przeważnie młodym i naiwnym którzy kwestionowali akt oskarżenia. Ten wyznaczony przez trybunał adwokat składał przysięgę że dochowa tajemnicy, kontaktował się z oskarżonym tylko w obecności Inkwizytora a jego rola nie mogła polegać na obronie heretyka tylko na nakłanianiu go do wyznań, do żałowania swych win, do proszenia sędziów o łagodną karę. To samo zresztą mógł robić sam oskarżony bez adwokata. Adwokat co prawda miał prawo zredagować w należytej formie odwołanie, jeżeli uznał to za zasadne, zarówno podczas procesu jak i po wyroku chociaż ten drugi przypadek był rzadki, ale mógł odwołać się tylko odnośnie do nieprawidłowości procedury i tylko do papieża bo między trybunałem a papieżem nie istniała żadna instancja apelacyjna.

Jednak biskup i Inkwizytor mieli przywilej by oceniać zasadność odwołania, czyli odrzucić apel lub go podtrzymać. Jeżeli sumienie nakazywało im wziąć je pod uwagę to po konsultacjach z Rzymem dawali oskarżonemu odpowiedź po stosownej zwłoce. Nie można było jednak ustawicznie zawracać papieżowi głowy błahostkami a odwołanie nie mogło hamować postępowania i w większości przypadków możliwość odwołania się do Rzymu była fikcją. Zdarzały się co prawda apelacje docierające do Rzymu a nawet kasaty sentencji przez papieża ale tylko wówczas gdy odwołujący się miał silne poparcie.

 

Przygotowania do procesu   

19 lutego 1431 roku Cauchon i jego 12 współpracowników po przestudiowaniu zebranych materiałów w sprawie Joanny orzekli że zachodzą przesłanki by kontynuować postępowanie. Zgodnie z przyjętymi regułami w takiej sprawie było dwóch sędziów: biskup i Inkwizytor. Ci dwaj mogli uzgodnić między sobą taką sentencję jaką uznali za stosowną natomiast asesorzy, jaka by nie była ich liczba, mogli tylko wyrazić opinię, jednak ich liczba wpływała na wagę opinii sędziów, co było istotne w procesie w którym rolę odgrywały namiętności partyjne. Zatem po południu tego dnia Cauchon wezwał do swego pałacu Inkwizytora Le Maistre i oznajmił mu że jest zobowiązany do procedowania razem z nim w procesie przygotowawczym Joanny który miał się rozpocząć 21 lutego. Jednak  Inkwizycji niespieszno było wziąć udział w tym procesie toteż Le Maistre zrobił unik mówiąc że jest to niemożliwe bowiem w liście o jego nominacji na vice-inkwizytora pisze że Inkwizytor Królestwa Francji, Jean Graverent, nadaje mu uprawnienia vice-inkwizytora ale Rouen i diecezji to znaczy że tylko tam jest kompetentny natomiast Joanna została wzięta do niewoli na ziemi biskupstwa Beauvais i Cauchon by móc prowadzić sprawę w Rouen, otrzymał od miejskiej kapituły (siedziba arcybiskupa wakowała) koncesję eksterytorialności, czyli ta sprawa jest prowadzona na terenie Beauvais a on, Le Maistre, jest niekompetentny w Beauvais.

Oczywiście było wiadomym że Cauchon zwróci się do Graverent by rozszerzył uprawnienia Le Maistre na tą fikcyjną enklawę Beauvais i Wielki Inkwizytor to przyzna ale to musiało potrwać. Do tego czasu Le Maistre miał uczestniczyć w procesie tylko jako obserwator. Wygląda na to że Graverent nie tylko nie chciał uczestniczyć osobiście w procesie, co mógł łatwo zrobić, ale jeszcze przy pomocy swego lokalnego wikarego, Le Maistre, tak lawirował by Inkwizycja włączyła się w proces jak najpóźniej. To urządzało wszystkich. Bedford był szczęśliwy że całą sprawę trzyma w ręku jego zaufany człowiek, czyli Cauchon, ten oczywiście podzielał to szczęście a i Inkwizycja miała powody do zadowolenia bowiem tradycyjnie traktowała podejrzliwie proces do którego mieszała się polityka a ten był wybitnie nieprzyjemny, szczególnie dla Inkwizytorów z ziem na południe od Loary które uznawały Karola VII.

Graverent i Le Maistre okazując ostentacyjnie niezadowolenie z tego procesu łagodzili ich wrażliwość a wszyscy Inkwizytorzy uważali się za braci i czuli się nimi tym bardziej że większość z nich była dominikanami a ich misja, czyli ściganie heretyków, była dla nich ważniejsza niż zgubne awantury władców i ich trony. Innym powodem dla którego Inkwizycja starała się jak najmniej angażować w tę sprawę było to że najwięcej ze swej skuteczności zawdzięczała tajemnicy jaką było osnute jej postępowanie. Z tego powodu Inkwizytor narzucał sobie obowiązek procedowania z minimalną liczbą ludzi: przeważnie dwóch asesorów przez niego wybranych, duchownych a nawet świeckich, kilku notariuszy, woźny, niezbędna liczba strażników i ochroniarzy.

Natomiast Cauchon najwidoczniej uważał że sprawa Lancasterów wymaga by wyrok skazujący był wydany przy licznej asyście i zorganizował coś co bardziej przypominało prawniczy jarmark niż proces. Można się było obawiać że podczas takiego jarmarku heretycy poznają procedurę inkwizycyjną co im pozwoli w przyszłości na lawirowanie i unikanie kary. Imponująca liczba członków i ich szacowność czyniły z tego zbiorowiska coś co można było nazwać Wysokim Trybunałem. Wszystkich asesorów było prawie 130, oprócz nich była kapituła, adwokaci i doktorzy których opinii Cauchon chciał zasięgać przy czym zastrzegał sobie że w razie potrzeby poszerzy jeszcze debatę o dodatkowe konsultacje. Była tam piękna kolekcja biskupów, opatów, był nawet kardynał, Henri de Beaufort z tytułu św. Euzebiusza nazywany potocznie kardynałem Anglii. Było ponadto 30 przedstawicieli regularnych  zakonów klasztornych w tym 12 benedyktynów, 8 dominikanów, 6 franciszkanów, 37 kanoników, około 50 świeckich, było nawet 5 lekarzy, 25 doktorów teologii, 16 bakałarzy teologii.

Liczniejsi byli ci co mieli tytuły prawnicze, 31 z prawa kanonicznego, 10 z prawa cywilnego, 6 z obu praw. Wszystkich doktorów było 73 do których trzeba było doliczyć jeszcze 19 bakałarzy. Anglików nie było nawet 10-ciu, Włochów tylko dwóch, jednym z nich był biskup „humanista” Mediolańczyk Zenon z Castiglione. Ponad setka asesorów rekrutowała się przeważnie  z Uniwersytetu Paryża i z Normandii ale byli również z Anglii i Burgundii. Na posiedzeniach sądu nie było ich jednak nigdy więcej niż 60-ciu i to jeszcze przybywali z bardzo różną gorliwością. Niektórzy byli tak pochłonięci procesem że nie opuścili żadnego posiedzenia, inni nie fatygowali się mając co innego do roboty albo wątpiąc w to że sprawiedliwość na nim zatriumfuje, jeszcze inni zasiadali od czasu do czasu i przybywali w większej liczbie tylko wówczas gdy debata zapowiadała się ciekawiej.

W sumie średnia obecność asesorów nie przekraczała nigdy połowy uprawnionych. Cauchon nie narzucał obecności bo nie chciał nikomu nic narzucać ani nikogo obrażać. Poza tym chciał uchodzić za liberała szanującego sumienie wszystkich no i dbającego o pieniądze Bedforda który ponosił koszty tej inscenizacji płacąc za żetony obecności. W sumie wyszło na to że w procesie systematycznie uczestniczyli tylko gorliwi stronnicy króla Anglii i Francji, czyli Henryka VI, i ta mała grupa miała pociągnąć za sobą niezdecydowanych, tym skuteczniej że, siłą rzeczy, najlepiej znali całą sprawę. Wstępne przesłuchania Dziewicy wyznaczyli na 21 lutego.

 

Inauguracja procesu przygotowawczego Joanny

Było 6 publicznych posiedzeń procesu przygotowawczego na których przesłuchiwano Joannę. Publicznych w tym sensie że były otwarte dla członków trybunału i asesorów. Pierwsze z nich miało miejsce 21 lutego 1431 roku w kaplicy zaimprowizowanej pośrodku podwórza zamkowego przed biskupem i 40 asesorami. Możliwe że Joanna nie do końca rozumiała sytuację w jakiej się znalazła. Przecież ojcowie w Poitiers rozstrzygnęli sprawę jej Głosów pomyślnie dla niej i teraz uważała się zapewne za szlachetnego jeńca wojennego zaplątanego pomiędzy duchownych którzy nie wiadomo co od niej chcą. Zaraz na początku pojawił się problem z jej przysięgą i od razu mocno sobie zaszkodziła bo ośmieliła się oznajmić że podczas przesłuchań będzie się kierowała wskazówkami swej tajnej Rady które objawią jej wolę Bożą i że będzie odpowiadała tylko na te pytania na które jej pozwoli wola Boża.

Joanna d’Arc przed biskupem Pierre Cauchon

Zazwyczaj gdy oskarżony się upierał nie przysięgać albo przysięgał pokrętnie dalsze postępowanie przerywano i wydawano wyrok. Było to w myśl decyzji papieża Aleksandra III wydanej w 1179 roku na soborze laterańskim że „…ten który odmówi złożenia przysięgi będzie uznany za heretyka”. Jest oczywistym że w cywilnym procesie kryminalnym przysiędze przypisuje się mniejsze znaczenie bo dlaczego złodziej czy morderca miałby bez przymusu zeznawać na własną szkodę? Jednak trybunał kościelny traktował karę jako pokutę która miała przynieść korzyść oskarżonemu. Z tego wynikało że oskarżony miał z trybunałem lojalnie współpracować przy wykrywaniu prawdy to zaś wymagało wzajemnego zaufania i przysięga miała tu wielkie znaczenie. W końcu po niesłychanej dyskusji Joanna złożyła przysięgę ale z oczywistymi zastrzeżeniami i „zapomnieniami”.

Cauchon który zorganizował proces stulecia udał że go to zadowoliło. Nie miał zamiaru pozwolić by wariatka popsuła mu całe widowisko już na pierwszym posiedzeniu i udawał że nie potrafi docenić doniosłości skandalu. Z pomocą przyszło mu to że procesy o herezję miały przeważnie tajny charakter i reguły według których je prowadzono były niejasne a już procesy o herezję o takim rozmachu nie miały precedensów. Inkwizycja nie mogła zaingerować bo na razie jej przedstawiciel Le Maistre nie miał jeszcze dopełnionych formalności. Zatem Cauchon prowadził postępowanie według własnego widzimisię zamierzając coraz bardziej pogrążać Joannę która nie zdawała sobie sprawy z tego że zagraża jej stos na podstawie zarzutu nieposłuszeństwa. Gdy sprawę jej przysięgi jako tako rozstrzygnięto popełniła drugie głupstwo bo gdy Cauchon zabronił jej opuszczania bez pozwolenia zamku królewskiego pod groźbą że zostanie uznana za winną zbrodni herezji ze wszystkimi tego skutkami, odpowiedziała że w żadnym razie nie zrezygnowała z ucieczki.

W tym przypadku biskup również zachował milczenie a przecież w procesach o herezję przywiązywano dużą wagę również do dobrowolnego zaakceptowania więzienia przez oskarżonego. W zasadzie obwiniony przez kościelną jurysdykcję powinien dobrowolnie w nim przebywać i w ten sposób doceniać wszystkie starania jakie podejmowano dla jego duszy. Taki zakaz ucieczki wypowiedziany przez biskupa czy Inkwizytora powtarzano oskarżonemu zwyczajowo i miał przypominać „zniesławionemu herezją” że jest przetrzymywany dla własnego dobra, zatem że powinien przyjąć postawę pobożnej uległości a uciekając skazuje sam siebie bo o ile ucieczka pospolitego przestępcy niewiele pogarszała jego sytuację to ucieczka oskarżonego o herezję była straszliwą oznaką niewdzięczności i lekceważenia wysiłków podejmowanych dla jego dobra.

Joanna popełniła również inny błąd bo odmówiła wyrecytowania „pater” argumentując że nie była na spowiedzi. Było to typowe nieporozumienie bowiem trybunał kazał odmawiać oskarżonemu taką czy inną modlitwę po to by dowiedzieć się o poziomie jego wykształcenia i w normalnych warunkach taka odmowa nie miałaby znaczenia ale w tym przypadku odmowa podkreślała przed trybunałem jej złą wolę. Ogólnie rzecz biorąc tego pierwszego dnia procesu Joanna wypadła źle. Sprawiała wrażenie że kpi sobie z trybunału, nie uznaje jego kompetencji, upiera się że otrzymuje rozkazy z Niebios i nie ma zamiaru słuchać Kościoła, składa wątpliwą przysięgę, zamyśla ucieczkę. Właściwie, biorąc to wszystko pod uwagę, dalsze procedowanie nie miało sensu jednak ten proces nie był normalny. Polityka nakazywała trwającą przez pewien czas debatę i to również dla polityki biskup się wysilał udając anielską cierpliwość po to by sprawić wrażenie że chce ocalić życie i dusze niepoprawnej oskarżonej i że w tym dziele zbawienia posuwa się niekiedy do rezygnacji z godności swego urzędu.

Toteż pominął jej postępowanie milczeniem, procesu nie przerwał i nakazał rozpocząć przesłuchania. Zaczęto od ustalania jej tożsamości. Joanna zeznała że ma około 19 lat, że została ochrzczona w Domremy przez nijakiego Jean Minet który pewnie jeszcze żył, podała nazwiska swych 3 matek chrzestnych i 2 ojców chrzestnych. Był to jej kolejny błąd bowiem w procesie o herezję przebiegli oskarżeni oraz ci dobrze zorientowani dawali o swoim chrzcie bardzo niejasne informacje a nawet starali się podważyć ważność tego aktu a bywali tacy co nawet na stosie wrzeszczeli że nie są ochrzczeni.

Pamiętać należy że rolą Inkwizycji nie było bynajmniej nawracanie Żydów, saracenów czy pogan. Zajmowała się wyłącznie utrzymywaniem w prawdziwej wierze tych katolików którzy zbłądzili i jeżeli podejrzany nie był ochrzczony albo był ochrzczony niezgodnie z regułami to nie podlegał jurysdykcji inkwizycyjnej. Wypytywano ją też o prezentację Karolowi VII w Chinon. Przesłuchanie jej nie trwało tego dnia długo bo dużo czasu zajęły wstępne ustalenia. Od następnego dnia przesłuchania miały być kontynuowane w Wielkiej Sali zamku.

KONIEC CZĘŚCI V
C.D.N

Bibliografia:
Hubert Monteilhet – La Pucelle
Zoe Oldenburg – Le Bucher de Montsegur.
Jean-Baptiste-Joseph Ayroles – La Vraie Jeanne d’Arc

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.